Oburzenie rośnie, gdy protestujący przybywają do Limy, by wezwać prezydenta Peru do ustąpienia | Peru

Stolica Peru przygotowuje się do dalszych niepokojów, gdy tysiące protestujących z całego kraju zbierają się w Limie, aby domagać się rezygnacji prezydent Diny Boluarte po prawie sześciu tygodniach zamieszek, które pochłonęły prawie 50 ofiar śmiertelnych.

Oburzenie z powodu rosnącej liczby ofiar śmiertelnych podsyciło rosnące protesty rozpoczął się na początku grudnia odsunięty z poparcia dla byłego prezydenta Pedro Castillo, ale zdecydował się zażądać dymisji Boluarte, zamknięcia Kongresu i nowych wyborów. Boluarte był wiceprezesem Castillo, który zastąpił go po procesie Kongres migawki i rozporządzenie dekretem 7 grudnia.

Wśród konwojów ciężarówek i samochodów w drodze do nadmorskiej stolicy grupa ochotników udała się, by opłakiwać Marco Antonio Samillaniego, 30-letniego studenta medycyny, który został zastrzelony w zeszłym tygodniu, pomagając rannemu protestującemu. najbardziej śmiercionośna przemoc od początku protestów.

Jego towarzysze przemianowali brygadę na cześć Samillana, który właśnie skończył szósty rok studiów medycznych i aspirował do zostania neurochirurgiem. Zmarł z powodu krwotoku wewnętrznego spowodowanego raną postrzałową podczas gwałtownych starć w zeszły poniedziałek. W południowym mieście Juliaca zginęło 18 cywilów i jeden policjant.

„Zawsze miał powołanie do służby, do pomocy biednym” – powiedział 40-letni starszy brat Samillana, Raúl.

„Próbowałem go przekonać, żeby nie chodził na demonstracje, ale wziął swoją apteczkę i i tak poszedł. To był ostatni raz, kiedy z nim rozmawiałem”.

„Cała Juliaca jest w żałobie. To spowodowało głęboki ból u naszego ludu” – dodał.

Marco Antonio Samillan, lat 31, który zginął podczas protestów.
Marco Antonio Samillan, lat 31, który zginął podczas protestów. Zdjęcie: zbierać

Marco Samillan, szósty z dziewięciorga rodzeństwa wychowanego w biedzie, zawsze marzył o zostaniu lekarzem i leczeniu pacjentów w swoim rodzinnym Puno, biednym i trudnym regionie na płaskowyżu, który łączy południową granicę Peru z Boliwią.

Grupy praw człowieka i Organizacja Narodów Zjednoczonych oskarżyły peruwiańskie siły bezpieczeństwa o użycie nieproporcjonalnej siły podczas protestów, w tym strzelanie ostrą amunicją i strzelanie z kanistrów z gazem łzawiącym z helikopterów.

Edgar Ralón, wiceprzewodniczący Komisji Praw Człowieka Stanów Zjednoczonych, opisał w zeszłym tygodniu, że misja rozpoznawcza „otrzymała doniesienia o masowych strzelaninach do protestujących w niektórych obszarach… jak również inne doniesienia o strzelaninach wymierzonych w ważne punkty. [of the body] za pomocą śmiercionośnej broni dużego kalibru, naruszając zasadę stopniowego użycia siły.

W rozmowie z dziennikarzami w piątek Ralón powiedział, że trwający kryzys polityczny w Peru – siedmiu prezydentów w ciągu sześciu lat – przyczynił się do najbardziej śmiercionośnej przemocy politycznej od dwóch dekad. Dodał, że pewną rolę odegrały również dyskryminacja i nierówność, podczas gdy etykietowanie protestujących jako terrorystów zwiększyło polaryzację i konflikty.

Śmierć wywołała również długotrwałe skargi w Puno i większości zubożałych południowych Andów, gdzie znajduje się wiele kopalń napędzających gospodarkę kraju i atrakcje, takie jak Machu Picchu i jezioro Titicaca, które zapewniają większość dochodów kraju. z turystyki.

„Bogactwo z tych surowców nigdy nie dotrze do naszych miast; są rozprowadzane wśród elity w Limie” – powiedział Samillan.

„Jesteśmy częścią tego kraju. Chcemy też jakości życia z dobrą opieką zdrowotną i edukacją. Ale kiedy podnieśliśmy głos w proteście, prosząc ich o poszanowanie naszych praw, odpowiedzieli ciosami i kulami.

58 proc. Peruwiańczyków uważa, że ​​w protestach doszło do ekscesów sił porządkowych. Ankieta przeprowadzona przez Instytut Studiów Peruwiańskich ten miesiąc. To samo badanie wykazało, że 83% ankietowanych opowiedziało się za przełożeniem wyborów, a tylko 3 na 10 Peruwiańczyków aprobowało rząd Boluarte.

Boluarte przeprosił za śmierć, ale jednocześnie zapewnił, że nie zrezygnuje, wielokrotnie oskarżając radykalne elementy o podżeganie do protestów i zmuszanie ludzi do udziału.

Patricia Zárate, szefowa badań opinii publicznej w Instytucie Studiów Peruwiańskich, powiedziała, że ​​chociaż ekstremiści – w tym niektórzy powiązani z ruchem rebeliantów Świetlistego Szlaku, który terroryzował kraj w latach 80. i 90. – mogli odegrać niewielką rolę w protestach, Dyskurs Boluarte był postrzegany jako protekcjonalny.

„Traktuje ludzi tak, jakby nie kontrolowali swoich opinii politycznych, jakby byli manipulowani i nie rozumieli, dlaczego maszerują” – powiedział.

„Ludzie nie czują się reprezentowani przez system polityczny i chcą być zaangażowani”.

Leave a Comment