Peruwiańskie Andy „zstąpiły” na stolicę, żądając ustąpienia przywódcy

LIMA, Peru (AP) – Ludzie zgromadzili się w nadmorskiej stolicy Peru, wielu z odległych regionów andyjskich, aby zaprotestować w czwartek przeciwko prezydent Dinie Boluarte i poprzeć jej poprzedniczkę, której obalenie w zeszłym miesiącu wywołało śmiertelne niepokoje i pogrążyło naród w chaosie politycznym.

W czwartek rano na ulicach Limy panowała napięta cisza przed demonstracją, która, jak mają nadzieję zwolennicy byłego prezydenta Pedro Castillo, otworzy nowy rozdział w tygodniowym ruchu żądającym rezygnacji Boluarte, rozwiązania Kongresu, natychmiastowych wyborów i strukturalnych zmiany. w kraju. Castillo, pierwszy przywódca Peru wywodzący się z wiejskich andyjskich środowisk, został wprowadzony po nieudanej próbie rozwiązania Kongresu.

„Mamy ministrów kryminalnych, prezydentów, którzy mordują, i żyjemy jak zwierzęta pośród tak wielkiego bogactwa, które codziennie nam kradną” – powiedział Samuel Acero, szef regionalnego komitetu protestacyjnego w południowo-wschodnim mieście Cusco. gdy spacerował po centrum Limy w czwartek rano. „Chcemy, żeby Dina Boluarte odeszła, okłamała nas”.

Do demonstracji doszło dotychczas głównie w południowych Andach Peru, w zamieszkach zginęły 53 osoby, w większości w starciach z siłami bezpieczeństwa.

„Znajdujemy się w punkcie zwrotnym między dyktaturą a demokracją” – powiedział Pedro Mamani, student National University of San Marcos. Tamtejsi studenci goszczą protestujących, którzy udali się do stolicy Peru na protest popularnie zwany „Przejęciem Limy”.

Uniwersytet był otoczony przez funkcjonariuszy policji, którzy zgromadzili się również w kilku kluczowych punktach w historycznym centrum Limy.

W sumie 11 800 policjantów zostanie rozmieszczonych w całej Limie, powiedział lokalnym mediom szef tamtejszej policji Victor Zanabria. Zmniejszył rozmiar protestów, mówiąc, że spodziewa się około 2000 osób.

Protesty, które wybuchły w zeszłym miesiącu i późniejsze starcia z siłami bezpieczeństwa, stanowią najgorszą przemoc polityczną, jakiej Peru doświadczyło od ponad dwóch dekad, i uwydatniły głęboki podział między elitą miejską kraju, głównie w Limie, a biednymi obszarami wiejskimi, gdzie obywatele często czuł się marginalizowany.

„W moim kraju głosy Andów, głosy większości, zostały uciszone” – powiedziała w środę przed demonstracją prawniczka z Cusco Florencia Fernández. „Musieliśmy podróżować do tego agresywnego miasta, tego centralistycznego miasta i mówimy, że Andy opadły”.

Przynosząc protest do Limy, demonstranci mają nadzieję nadać nową wagę ruchowi, który rozpoczął się, gdy Boluarte, który był wiceprezydentem, został zaprzysiężony 7 grudnia w miejsce Castillo.

„Kiedy tragedie i masakry mają miejsce poza stolicą, nie mają takiego politycznego znaczenia w porządku publicznym, jak gdyby miały miejsce w stolicy” – powiedział Alonso Cárdenas, profesor porządku publicznego na Uniwersytecie Antonio Ruiz de Montoya. Szlam. „Przywódcy zrozumieli to i mówią, że mogą nas zabić w Cusco, Puno i nic się nie stanie, musimy zabrać protest do Limy” – dodał Cárdenas, odnosząc się do dwóch miast, w których doszło do przemocy protestacyjnej.

Koncentracja demonstrantów w Limie odzwierciedla też rosnącą w ostatnich dniach liczbę antyrządowych protestów w stolicy.

„Lima, która w pierwszej fazie grudniowych protestów w ogóle nie przyłączyła się do protestów, zdecydowała się dołączyć po masakrze w Juliaca” – powiedział Omar Coronel, profesor nauk politycznych na Katolickim Uniwersytecie Peru, odnosząc się do 18 zabitych. w tym południowym mieście 9 stycznia.

Czwartkowi protestujący planują maszerować z centrum Limy do dzielnicy Miraflores, jednej z symbolicznych dzielnic elity gospodarczej kraju.

Rząd wezwał demonstrantów do pokojowego zachowania.

„Wiemy, że chcą przejąć Limę” – powiedział Boluarte w tym tygodniu. „Wzywam ich do przejęcia Limy, tak, ale w pokoju”, dodając, że „czeka, aż porozmawiają o swoich środkach socjalnych w domu rządowym”.

Boluarte powiedział, że popiera plan przełożenia wyborów prezydenckich i kongresowych w 2024 r., pierwotnie zaplanowanych na 2026 r.

Wielu protestujących twierdzi, że dialog z rządem, który według nich dopuszcza się tylu aktów przemocy wobec własnych obywateli, jest niemożliwy.

Gdy protestujący zgromadzili się w Limie, w południowym Peru wybuchła dalsza przemoc.

W mieście Macusan protestujący podpalili w środę posterunek policji i wymiaru sprawiedliwości po tym, jak dwie osoby zostały zastrzelone, a jedna ciężko ranna podczas antyrządowych protestów.

Policja musiała uciekać z komisariatu, który został spalony przez tłum w helikopterze. Macusani, około 160 kilometrów od miasta Juliaca w pobliżu jeziora Titicaca, jest stolicą prowincji Carabaya.

Aktywiści nazwali czwartkową demonstrację w Limie Marszem Cuatro Suyos, odnosząc się do czterech głównych punktów Imperium Inków. Tak samo nazwano inną masową mobilizację w 2000 roku, kiedy tysiące Peruwiańczyków wyszło na ulice przeciwko autokratycznemu rządowi Alberto Fujimoriego, który kilka miesięcy później podał się do dymisji.

Istnieje kilka istotnych różnic między tymi demonstracjami a protestami z tego tygodnia.

„W 2000 roku ludzie protestowali przeciwko reżimowi, który miał już ugruntowaną władzę” – powiedziała Cardenas. „W tym przypadku mają do czynienia z rządem, który sprawuje władzę dopiero od miesiąca i jest niezwykle kruchy”.

Inną różnicą jest to, że protesty z 2000 roku miały scentralizowane przywództwo i były prowadzone przez partie polityczne. „Teraz mamy coś znacznie bardziej fragmentarycznego” – powiedział Coronel.

Protesty, które ogarnęły znaczną część Peru w ciągu ostatniego miesiąca, były w dużej mierze oddolnymi działaniami bez wyraźnego przywództwa.

„Nigdy nie widzieliśmy mobilizacji na taką skalę, istnieje już poczucie, że musimy wszystko szybko zmienić” – powiedział Gustavo Montoya, historyk z National University of San Marcos. „Mam wrażenie, że jesteśmy świadkami historycznej zmiany”.

Protesty nasiliły się do tego stopnia, że ​​protestujący raczej nie będą usatysfakcjonowani rezygnacją Boluartego i domagają się teraz bardziej kompleksowych reform strukturalnych.

Protesty pojawiły się na „obszarach, które były systematycznie traktowane jako obywatele drugiej kategorii” – powiedział Montoya. „Myślę, że to będzie tylko rosło”.

Analitycy ostrzegają, że nieprzestrzeganie żądań protestujących może mieć tragiczne skutki.

„Musimy zacząć myśleć o tym, co chcemy zrobić z Peru, inaczej wszystko może wybuchnąć” – powiedziała Cardenas.

———-

Wniósł swój wkład reporter Associated Press, Mauricio Muñoz.

Leave a Comment